RSS
poniedziałek, 25 października 2010
O ulotności weekendów

Każdy kto ma bloga chyba o tym kiedyś napisał notkę. Albo przynajmniej wspomniał. Jak mu szybko zleciał weekend.

Przemijalność weekendów jest powszechnie znanym problemem. Większość osób wydaje się z nim pogodzona. Ja nie. Zamierzam coś z tym zrobić.


Właściwie nie ma zbyt wielu opcji do wyboru, odpada wynalezienie urządzenia zatrzymującego czas, bo to brzmi zbyt skomplikowanie i nierealistycznie. Ustawowo weekendu się przedłużyć chyba za bardzo też nie da, bo w obecnej sytuacji ekonomicznej raczej stanie się odwrotnie.

Pozostaje przedłużyć sobie weekend samemu. Możnaby to zrobić wirtualnie, na przykład obijając się w pracy w piątek i poniedziałek. Ale to i tak już przecież robimy, a dzień spowolniony to jednak nie to samo co dzień wolny.

Wygląda na to, że jednym z najprostszych (o ile to można nazwać prostym) i najbardziej realistycznym ze sposobów na osiągnięcie tego celu jest zrobienie sobie wolnego samemu. I najlepiej byłoby to zrobić poprzez skrócenie czasu pracy, na przykład z wtorku do czwartku. Trzy dni pracy, cztery dni wolnego. Brzmi sprawiedliwie, nie?

Czy ja jestem po prostu strasznie leniwy, czy to naturalne, żeby dążyć do tego żeby pracować mniej? Hehe.

03:19, piotrpun
Link Dodaj komentarz »